niedziela, 30 września 2007

taaaapeeetyyy :)




























































Time to say goodbye

MONIONIO dała cynk na różne stronki do głosowania na Marsów, ukryła je w komentarzach - a ja, (mam nadzieję, że nie masz mi za złe) wklejam je, aby były na widoku...Więc do dzieła.
To ostatnia nota - wyjeżdżam.
Nowe posty będą ukazywać się w weekendy - nie bede mieć dostępu do neta w tygodniu - chyba że jakimś cudem.
OK jak sumienie każe - zabierajmy sie za głosowanie!!!!


MONIONIO: muszę... ku chwale ojczyzny!! xD
(znalazłam na profilu dobrej istoty na fotologu)
/http://www.ema.mtv.it
/http://www.ema.mtv.de
/http://www.ema.mtv.se
/http://www.ema.mtv.es
/http://www.ema.mtv.fr
/http://www.ema.mtv.dk
/http://www.ema.mtv.pt
/http://www.ema.mtv.nl
/http://www.ema.mtv.com.tr
/http://www.ema.mtv.tv
/http://www.ema.mtv.no
/http://www.ema.mtv.co.uk
/http://www.ema.mtv.dk
/http://www.ema.mtv.ro
/http://www.ema.mtv.pl

/głosujmy....:Provehito In Altum:.

Dziękuję Ci za te linki w imieniu wszystkich :)

Chapter 8

Szpital

Tomo i Shann zaprowadzili Tima na pogotowie w celu poratowania kolegi.
Jared został w aucie popijając piwo, rozmyślał o swojej miłości, która została w Radomiu, czuł się kiepsko, mimo tego jakoś sie trzymał – mocno go wzięło.
Niestety w szpitalu, pielęgniarki rozpoznały muzyków 30 STM, uśmiechając się łagodnie zapytały, czy mogą otrzymać od nich autografy. Chłopaki wyjaśniając, co stało się Timowi zaszczycili miłe panie swoimi hieroglifami. Tim jęcząc z bólu, był zdziwiony, iż żadna osoba z personelu nie bije się o jego podpis. Najwidoczniej jeszcze nie zdążył zaryć się w pamięci fanek jako nowy basista.
Chirurg widząc złamanie dużego palca u nogi Tima, zapytał co się stało.
Tim: Szkoda gadać, błagam, niech pan coś w końcu z tym zrobi – boli mnie jak cholera!!! - powiedział głośno Timi prawie że płacząc jak małe dziecko.

Chirurg zlitował się w końcu, zagipsował szkodę i zaprosił Tima do siebie za tydzień na zdjęcie gipsu.
Tim zaprotestował słysząc zdanie : „Za tydzień”, wiedząc, iż za dwa dni chłopaki grają koncert w Afryce.

Doktor: Niestety za tydzień, złamanie jest poważne, to i tak dość szybko jak na pana przypadek – wytłumaczył z drwiącą miną doktorek
Po zabiegu pielęgniarki przypomniały sobie o najistotniejszym członku zespołu, licząc na jego autograf.
Tomo zbył je jednym zdaniem:
Tomo: Niestety drogie panie, Jareda tutaj nie ma.
Po czym wszyscy wrócili do samochodu zastając Jareda kompletnie zalanego.
Jared leżał na tylnych siedzeniach, spał w najlepsze, cuchnęło od niego piwem i wódką.
Tomo, Shannon i Tim widząc śpiącego Anioła w stanie jak najbardziej nietrzeźwym, zaczęli się kłócić.

Shannon: No pięknie, Jared wypił nasze wszystkie browary i znalazł do tego jeszcze całą flaszkę, Tomo, to Ty ją ukryłeś pod siedzeniami? - zwrócił się do biednego Tomiego z wściekłym wyrazem twarzy ciągnąc dalej – a mówiłem Ci tyle razy że na takie trunki mamy przecież barek – jak mogłeś być taki nierozsądny?
Tomo: Skąd mogłem wiedzieć, że Jared ma zapędy na alkohol? Przecież to wieczny abstynent – tłumaczył się.
Jared na serio chciał zapomnieć o swojej radomskiej miłości, aż doprowadził sie do takiego stanu.
Shannon: No OK Tomo, wybaczam, ale żeby to było ostatni raz, zrozumiano? A teraz jedziemy do hotelu, trzeba coś zrobić z tym Jaredem – żeby tylko się czasem nie obudził, żeby tylko nie zarzygał auta – trzeba sie śpieszyć, wsiadajcie migiem – powiedział z powagą Shann, jak zawsze robił to Jared.
Tim wsiadł bez pomocy „życzliwych” kumpli do tylnej części samochodu, znajdując sobie skromny kawałek siedzenia obok leżącego „śpiocha”.
Tim: Czy on zawsze pije, gdy ma doła? - zapytał naiwnie Tim, licząc że dostanie odpowiedź, jednak jej nie otrzymał – znów pomyślał sobie że każdy go zlewa, więc dał już sobie spokój z takimi tekstami.
Po powrocie do hotelu Shann odstawił brata do jego pokoju, Jared poległ na łóżku mrucząc coś pod nosem, Shann przykrył go kocem i wyszedł na korytarz.
Zobaczył Tima, który jako tako dokulał się do swego pokoju – i z nów Tim sam musiał sobie poradzić – w pewnym momencie Shannem ruszyło sumienie, zapytał czy Tim niczego nie potrzebuje.
Tim zatrzasnął za sobą drzwi jakby był totalni oburzony.
Na zajutrz Tomo i Shann wyszli sobie zajarać – rozmawiali o sytuacji Tima – rozważając jakieś zastępstwo na czas koncertów, które miały się odbyć dzień po dniu.
Shann wyciągnął komórkę i wyszukał w książce znany mu dobrze numer.

Tomo: Do kogo dzwonisz? - zapytał zaciekawiony
Shannon: Cicho, nie przeszkadzaj – zbył go uprzejmie – Halo! Matt? No cześć chłopie!! Mam do Ciebie sprawę!! Jesteś nam potrzebny – a wręcz niezbędny!!!
Shann zaproponował Mattu powrót do składu wyjaśniając mu całą niezręczną sytuację.
Shannon: Błagam Cię Matt, tylko Ty możesz Nas uratować, proszę, zagraj z Nami kilka koncertów, na czas póki Timowi nie zdejmą tego gipsu!!! - mówił cicho
Matt: no nie wiem...Dobra kiedy gracie najbliższy koncert?
Shannon: Jutro!!! - krzyknął szczęśliwy Shann – To Jak Bracie? Zgadzasz się prawda? - zapytał pełny przekonania o zgodzie Matta.
Matt: No jasne że się zgadzam, stęskniłem się za Wami skubańcy – bardzo chętnie z Wami znów stanę na scenie – powiedział radosny Matt
Shannon dłuższej wymianie zdań z kolegą, zakończył rozmowę z promiennym uśmiechem na buzi.
Tomo: Jeny Shann?? czy to znaczy że...że... - Tomo nie mógł dokończyć z napływu nagłej euforii.
Shannon: Tak, tak...Matt zagra z nami resztę koncertów!!!
Tomo jak małe dziecko, które dostało wymarzony prezent, aż uścisnął Shanna o mało go nie dusząc.
Tomo i Shann postanowili powiadomić o tej radosnej nowinie resztę zespołu.
Jared na kacu najpierw nie mógł zrozumieć co sie do niego mówi, później po powrocie do świadomości również bardzo się ucieszył, tylko Tim, czując się bezużyteczny nie odzywał się w ogóle zamykając się w swoim świecie.
Chłopaki jedząc śniadanie wygłupiali się jak zawsze, wszyscy czekali na powrót Matta, przecież to ich najlepszy basista jakiego kiedykolwiek mieli.
Przed koncertem w RPA, Matt, Shannon, Tomo i Jared – stary skład – to piękny widok, najwspanialszy zespół świata występuje właśnie w Afryce.


Chapter 9

RPA

Jared i reszta widząc swój „Hotel” nie mogli narzekać, musieli zadowolić się łóżkiem, które ledwo trzymało się na nogach, a raczej na spruchniałych kołkach.
Przed samym koncertem w dziale charakteryzacji zabrakło kosmetyków, oburzony Shannon i tak samo wstrząśnięty Matt, krzyczeli na klientkę od makijażu.
Biedna kobieta zapomniała zapakować jej najważniejsze przedmioty pracy.
Jared: Ej, chłopaki, co sie tak wkurzacie – jak raz nie pomalujemy się jak panienki przecież nic sie nie stanie - uspokoił kolegów
Tomo potulny jak baranek już więcej się nie odzywał, przeprosił makijażystkę i wrócił do swojego pokoju na fajke.
Matt: To o której zaczynamy grać? Trochę ludzi już przyszło – czekamy na więcej? - dopytywał sie niecierpliwie
Jared: Shann? Masz wszystkie bębny? Czy zostawiłeś je w naszej chacie na Marsie? Wiesz, pytam tak dla pewności, często zdarza Ci się zapomnieć o czymś.
Shannon: AAAA tak stary, zostawiłem pałeczki....i co teraz??
Matt: Jak to co teraz? Leć po nie...zawsze musisz coś odwalić, no leć!!!
Biedny Shann poleciał sam do swego ukochanego domu, Jared i Matt czekali na niego kilka godzin, Tomo wypalił 5 paczek fajek, nieszczęśliwy z powodu braku tapety...
Shann znalazł sie już na Marsie, szukał tych pałeczek wszędzie, jednak nie mógł ich zlokalizować.
Shannon nagle sobie uświadomił, że są tu małe psiaki, które mogły zwinąć mu jego najukochańsze kijki...

Shannon: Judaski!!!EEEEj...gdzie Wy jesteście....do nogi...nooo ...Judas – ty cholero...gdzie wszyscy sie podziali???K***** i co ja teraz zrobię????
Nagle odezwały się szczekania...małe Judaski biegały za rodzicami podskakując przy tym radośnie...
Shann zauważył przy wejściu do ich budy jakieś szczątki drewna...
Shannon: No OK, Shann – stary zachowaj zimną krew..coś sie da jeszcze wytrzasnąć – powiedział sam do siebie biedny Shannon mając nadzieję że ekipa go nie zabije.
Shannon postanowił się nie załamywać i zamiast do RPA wrócił do LA po nowe pałeczki.
Po kilku godzinach szukania idealnych, nowiutkich kijków, Shann wrócił w końcu na koncert.
Chłopaki ucieszyli się chowając zdenerwowanie w kieszeniach....
Matt: No w końcu, gdzie Ty sie tak długo podziewałeś, już chcieliśmy po Ciebie lecieć.
Shannon: No OK, najważniejsze że już mam zgubę, no to co? Gramy?
Chłopaki porozglądali sie wszędzie..szukając wizerunku Tomo...Tomo jak to Tomo, leżał na łóżku całkiem nieprzytomny, 5 paczek fajek sprawiło, że Tomo popadł w jakiś letarg.
Chłopaki znaleźli nieodpowiedzialnego gitarzystę, po czym zaczęli go cucić...Tomo obudził się przerażony, chyba coś mu sie śniło...ale co...nie wiadomo.
Tim również pojawił się w RPA, jakże mógł opuścić swoich kolegów, nawet jeśli nie był w stanie razem z nimi grać, ale Tim nie był sam...Była z nim jakaś dziewczyna...Otóż miała na imię Ula, lecz Tim mówił do niej Nayra, piękna dziewczyna, która podobała się również Jaredowi.
Wracając do Tomo, chłopaki zrobili mu zimny prysznic, wszystko wróciło do normy.
Tomo , Matt, Shann i zazdrosny o Nayrę Jared, rozmawiali między sobą spoglądając na nową zdobycz Tima.

Jared: No proszę, Jaki to nasz nowy kolega podrywacz, ciekawe kto się nad nim politował, musimy lepiej poznać Nayrę, co Wy na to chłopcy?
Matt: Heh, pewnie nic tego jego romansu nie wyjdzie...Jared, co Ty taki wkurzony, czyżbyś mu zazdrościł?
Shannon: EEEE tam.. Jared jest jakiś dziwny, pewnie chce zapomnieć o Adze, dlatego udaje że coś czuje do Nayrii – wytłumaczył głupio
Jared i spółka podeszli do objętej pary, zaczęli gadkę:
Tomo: Cześć Wam..Tim, nie przedstawisz nam Twojej koleżanki?
Tim: A gdzie byłeś jak ją przedstawiałem co?? Jarałeś w pokoju jak szalony?? Oto moje miłość Nayra!! - powiedział z ironią i dumą zarazem
Jared jeszcze bardziej sie wkurzył, odwrócił się na pięcie i rozkazał włazić na scenę.
Dziwnie to wyglądało: wkurzeni na siebie , nie wiadomo dokładnie o co Marsi, bez grama tapety na twarzy, w dodatku z Mattem, który nie był w najlepszym nastroju(dalej tęsknił za rodziną, mimo kilku godzin poza domem)
Koncert już sie zaczyna, ludzie krzyczą, nie prawidłowo wypowiadając nazwę zespołu, mimo tego Jared dalej jest wkurzony, nie bawi go zła fonetyka ludu, ale nie ma wyboru, zaszczyca swoim anielskim głosem północną Afrykę.

Po koncercie Chłopaki szybko się zwinęli – oczywiście rozdali autografy itd. , ale nie mieli ochoty przebywać razem z Timem, szczególnie Jared, który o dziwo zapatrzony był w nową towarzyszkę w zespole.
Nayra i Tim chodzili wszędzie razem, zaszli nawet do lokalu na kolację, pech chciał że Jared z resztą również się tam zjawili.
Nayra uśmiechała się to Matta – Do Matta?? Tak, tak – jak wspominała Timowi – ma wielki pociąg do basistów.
Jared nie wytrzymał i dołączył do stolika Tima i Nayrii, zaczął pogawędkę z pięknością Tima.
Jared: No hej, jak podobał sie koncert?? - Uśmiechnął się czule.
Nayra: Był świetny – jak Wasz każdy, to miło ze strony Tima, że zechciał mnie zabrać w trasę, bardzo Was lubię i podziwiam, to zaszczyt.
Jared: Ciekawi mnie, co taka młoda, urocza dziewczyna robi z takim oto Timem?
Tim wkurzył się słysząc słowa Jareda, wstał i zamierzył się na niego. Nayra zareagowała natychmiastowo, lecz nie zdążyła nic zrobić , kiedy to Matt i Shannon odciągnęli wzburzonego Tima.
Shannon zaproponował rozejm, postawił kilka butelek czystej, przyniósł kieliszki i wyskoczył po fajki.
Nayra widząc wódke, uśmiechnęła się diabelnie i wypiła z każdyn brudzia, z Shannem również, gdy tylko wrócił z akcji dymnej.
Każdy bardzo sie spił, Jared równiez, znów myśląc o Adze wkręcił się na dobre...śpiewał swoją The Fantasy i skakał po stolikach jak szalony....Shann i reszta dziwili sie jak on jeszcze może chodzić, widząc ilość procentów która została wlana w niego tak szybko.
Następnego dnia, wszyscy obudzili się ...gdzie?? O tym już w następnym rozdziale...
:)


OK to ja zostawiam Was z 2 kolejnymi chapterami , tapetami i lece sie pakować...
3 majcie sie!!
Niech moc z Marsa będzie z Wami

Provehito In Altum!!!!!

sobota, 29 września 2007

Chapter 6 - 7

Ale dziś zaszalałam - może jutro na pożegnanie zostawie linka z blogiem w którym opublikowanych jest już (jak na razie) 14 chapterów , co Wy na to?
Provehito In Altum!!!

Komunikat ze strony 30 Seconds To Mars

Vote! Vote! Vote!!!!

VOTE 30 SECONDS TO MARS - WORLDWIDE!
9/25/2007
1.
Where: MTV's European Music Awards
When: November 1 in Munich, Germany
What: 30 Seconds to Mars has been nominated in both ROCK OUT and INTER ACT categories.
2.
Where: Latin MTV AwardsWhen: October 18 in Mexico City, Mexico
What: 30 Seconds to Mars is nominated for BEST INTERNATIONAL ROCK ARTIST
3.
Where: TMF AwardsWhen: October 13 in Hasselt, Belgium
What: 30 Seconds to Mars is nominated for BEST ALTERNATIVE INTERNATIONAL and BEST NEW ARTIST INTERNATIONAL
The world has started to see how strong the Echelon is already, now let's show them how strong the family really is. Let us be heard... vote until your fingers bleed!!!
30 Seconds To Mars muszą wygrać!!!!!

Chapter 6



Marsi musieli w końcu opuścić Radom i zająć się nagrywaniem płyty...Jared i załoga w międzyczasie urywali się na Grenlandię by móc nakręcić klip z Niedźwiadkami „śnieżnymi potworkami” - jak to zgrabnie ujął Tomo
Jared, Tomo i Shann szybko zapomnieli o swoich Dziewczynach i wybili sobie czekoladę z głowy.

Shannon: No chłopaki fajnie było ale to tylko zauroczenie....ach te Polki są piękne...Tylko życie musi toczyć się dalej a wraz z nim Nasza kariera – ogłosił Shann
Jared zrobił smutny gryps i przypomniał sobie o Kajtku
Shannon:Oj Jared...Bracie co Ci jest? - zapytał z przejęciem widząc minę Jareda
Jared: Nic mi nie jest, daj mi spokój!!! - odburczał przygnębiony
Tomo: Shannon nie widzisz co się z nim dzieje? On tęskni za swoją Agą – minie trochę czasu kiedy my wszyscy dojdziemy do siebie przez Dziewczyny w czekoladzie – powiedział bezmyślnie po czym wsiadł do autokaru, który miał ich zabrać do hotelu
Shannon: No wsiadaj bracie, co tak stoisz jak Sierota? - w tym momencie Jared spojrzał na brata jakbybył w szale i rozpaczy zarazem
Jared: Wiesz co , ja P***** ten cały zakichany hotel i wszystko....K*****, nie widzicie że brakuje mi tej dziewczyny?? Ja P******....
Tomo widząc co sie dzieje wysiadł z autokaru i stanął jak wryty
Shannon był w szoku, nigdy nie widział brata tak wściekłego na cały świat, zdecydował się do niego nie zbliżać, pamiętając co mu kiedyś zrobił w któreś Boże Narodzenie (Stłukł Shannowi bąbkę na czole kiedy to Shann nazwał go Sierotą bo Jared pochlapał się sosem czekoladowym)
Jared w końcu uspokoił się, i jakby nigdy nic wsiadł do pojazdu.
A za nim reszta załogi.

Tomo: Jeszcze musimy skoczyć po Tima – przypomniał reszcie o biednym Timie którego nikt jeszcze nie polubił
Shannon: Tak tak, wpadniemy po niego po drodze, na pewno siedzi w jakimś barze i narzeka na Nas, w końcu ma powód – musimy się do niego przyzwyczaić bo jakoś jeszcze nie przyswoiłem się do jego obecności w Naszym składzie – wyjaśnił czując pustkę po Macie
Jared spojrzał na Tomo i Shanna po czym odwrócił wzrok w stronę okna, siedział tak i przyglądał sie ludziom na chodnikach
Tomo: Jared, może chcesz wyjść z nami, to znaczy z Shannem, mną i Tomem na jakąś imprezkę dziś wieczorem?
Shannon ucieszył się i dołączył do Tomo zachęcając młodszego braciszka
Jared spojrzał na nich i nagle się uśmiechnął

Jared: Czemu nie, przecież na świecie istnieją inne dziewczyny...muszę zapomnieć o mojej ...
Tomo: Jared, przecież nie tylko Ty jesteś w takiej sytuacji – my się jakoś trzymamy – ale rozumiem Cię stary – zawsze byłeś bardziej uczuciowy od nas
Jared spojrzał w stronę Shanna i dociął mu takim tekstem:
Jared: Tomo, masz rację, Shann i Ty jesteście twardzi jak głazy – dlatego tak się trzymacie – zazdroszczę Wam ale jedynym lekarstwem na nieudany związek jest kolejny – już to przerabiałem
Shannon: No widzisz brachu – Ty zawsze masz rację...Nie to co ja...Moja Ewela była pierwszą...mam nadzieję że nie ostatnią dziewczyną...
Tomo: Dobra , moja Asia też była niczego sobie ale fakt iż za krótko się znaliśmy sprawił że nie byłem w tym związku jakoś specjalnie zaangażowany...Skończmy z tym tematem starzy , bo to już sie robi nudne...Mam plan...
Shann przerwał wypowiedź Tomo i sam obmyślił plan.
Shannon: Tak, tak , Tomo skończ, ja coś powiem...Jedziemy po tego biedaczka Tima i tak: Hotel – Prysznic- coś do przełknięcia, popicia – może być z procentami – ale 1 kolanko i jedziemy na jakąś imprezkę...tam na pewno znajdą się jakieś fajne laski...
Jared: Byle nie Sharon Stone – błagam – tylko nie ona... - zajęczał
Tomo i Shann popatrzyli na niego z politowaniem...
Tomo: Hej, no co Ty, daj spokój z nią, przecież ona Cię wtedy olała w tym klubie czy gdzie tam byłeś...Nie będzie chciała z Tobą gadać...nie masz sie czego bać
Shannon: Wiecie co...dajcie Wy wszyscy spokój...zobaczymy kto tam będzie, jakie panienki i w ogóle...
Chłopaki tuż przed lokalem stoją i palą fajki – oprócz Jareda
Następna akcja rozegra się w Nightclubie „Sweet Paradise”







Chapter 7



Chłopaki weszli do lokalu...tam tłum rozbawionych i podchmielonych ludzi..
Jared rozejrzał się po wszystkich zakątkach, szukał jakiegoś stolika który czekałby na niego pusty.
Shannon wparował między ludzi dążąc do barku, Tomo i Tim podążyli za Jaredem, rozsiadli się na krzesłach i czekali na dostawę browarów.
Shannon wracając natknął się na starą znajomą, w dłoniach miał butelki piwa i fajkę w ustach.

Tim: Co jest, czemu Shannon nie wraca? Co tak długo? - zaniepokoił się nowy członek Marsów
Tomo: Spokojnie, może zaszedł do kibla, poczekajmy moment – odrzekł spokojnym głosem
Jared: To co panowie? Jakoś tu tłoczno, aż mi nie dobrze, wyjdę na chwilę zaczerpnąć powietrza.
Shannon zapomniał o swoich kompanach gdyż rozgadał się w najlepsze ze swoją dawno nie widzianą przyjaciółką.
Tomo wyszedł za Jaredem, wyciągnął paczkę fajek i zaczął coś mówić
Tim został sam, mówił do siebie jak świr – No tak, znów o mnie zapomnieli...chyba jestem jakiś inny, nie potrafię się do nich przystosować albo odwrotnie...- powiedział do siebie półszeptem i wyszedł to toalety.
Po chwili Shannon przypomniał sobie dlaczego trzyma piwa...przeprosił znajomą i wrócił do stolika

Shannon: O cholera...nikogo nie ma....pewnie wkurzyli się że długo nie przychodzę – pomyślał zaniepokojony Shann.
Tomo i Jared wpadli na niezły pomysł...Postanowili wpaść na kręgle, Jared chciał się wyładować.
Shannon czekał przy stoliku na resztę chłopaków, po chwili z toalety wyszedł Tim, Jared I Tomo również pojawili się w lokalu prawie że krzycząc na co wpadli...

Jared: Słuchajcie, tutaj nic się nie dzieje..pojedziemy na kręgle...mam ochotę sobie porzucać – przedstawił swój plan z szatańskim uśmieszkiem po czym wszyscy jak jeden mąż wyszli za „Wodzem”
Shannon zabrał piwa i rozdał każdemu po jednym...Tim długo przyglądał się etykiecie...nie była to jego ulubiona marka, ale nie miał wyboru, marudzić też mu nie wypadało.
Po kilku minutach chłopaki przyjechali na miejsce.
Jared wyskoczył z auta kiedy jeszcze dobrze się nie zatrzymało...niczym wariat pobiegł do drzwi kręglarni.
Reszta załogi śmiała się z niego, ale cóż, Jared odczuwał silną potrzebę rozładowania swej energii rozwalając ustawione kręgle.
Kiedy wszyscy znaleźli się wewnątrz, Jared i Shannon zaczęli rozwalać ustawione kręgle, rozbijali je raz za razem...Tim i Tomo przyglądali się bacznie, trochę zdziwieni.

Tim: No chłopaki to ja wam pokażę, jak należy to robić – powiedział z pewną nutką ironii
Tomo: No cóż, pokaż nam co potrafisz – skrzywił się
Jared i Shannon stanęli za Timem i wlepili w niego wzrok
Tim niczym mistrz zaczął rozbijać kręgle, kula leciała idealnie środkiem
Tomo, Shann i Jared stali w zadumie, nie mieli pojęcia że Tim ma jakiś inny talent niż granie na basie.
Jared znów pomyślał o Adze...wkurzył się, wziął kulę i wybił szybę kasy, na całe szczęście nikogo tam nie było, kasjerka prawdopodobnie wyszła zajarać.
Tim będący w transie rzucania kul, nagle wystraszył sie odgłosu bitej szyby, że wypuścił kulę z dłoni, tym samym robiąc sobie krzywdę, kula upadła na jego stopę, tak że biedak chyba złamał sobie palca.

Jared bardzo się ucieszył swoim czynem...ale też zmartwił się tym co stało się Timowi.
Kasjerka wróciła z przerwy dymnej..nie była zaskoczona tym, co ujrzała, Jared jest stałym bywalcem tej kręgielni i nic już ją nie zdziwi.
Jared zapłacił za wybitą szybę i dalej rzucał kulą, chłopaki robili to samo, wszyscy się rozładowali, Tim siedział na ławce trzymając się za palca u nogi...pomyślał sobie- no tak, ja nigdy nie będę nic znaczyć niż ten cały Matt, jestem jak 5 koło u wozu... - siedział i gapił sie na rozbawionych graczy...

Jared: OK już mi lepiej – to wracamy do hotelu co?
Shannon: Dobra, wracamy ale musimy sie napić tych browarów, jeszcze żaden nie zaczął...
Tomo: Dobry pomysł ale co zrobimy z Timem?
Tim w tym momencie jakby przebudzony z jakiegoś głębokiego snu zwrócił wzrok na Tomo.
Tim: No, nareszcie ktoś o mnie pomyślał – buchnął oburzony
Jared: No jasne...teraz mi tu będziesz robił jakieś wyrzuty, jakby to była moja wina – sam sobie uszkodziłeś palca – dodał wściekły
Shannon: Spoko, wszystko będzie ok, zawieziemy Tima do szpitala, tam go oblookają i będzie good
Marsi wyczągali Tima na zewnątrz i wepchnęli do auta, po czym pojechali do szpitala...

Wallpapers


piątek, 28 września 2007

Nominacje

Wszystkie nominacje:

Nominacja: MTV's European Music Awards
Kiedy: Listopad 1 w Munich, Niemcy
Za co: 30 Seconds to Mars są nominowani w ROCK OUT i INTER ACT
Tu głosujemy: http://ema.mtv.co.uk/voteNow

Nominacja: TMF Awards
Kiedy: Październik 13 w Hasselt, Belgia
Za co: 30 Seconds to Mars są nominowani w BEST ALTERNATIVE INTERNATIONAL i BEST NEW ARTIST INTERNATIONAL
Tu głosujemy: http://awards.tmf.be/07/vote_r2/

W linkach zamieściłam 2 utwory do ściągnięcia:
Praying For A Riot
Time To Wake Up (Instrumental)
Mała Uwaga: przy zapisywaniu utworów - nie klikamy w link lewym klawiszem myszy, ale prawym - wybierając: Zapisz element docelowy jako...!!! Dzięki temu bez problemów da się zapisać te cudne utwory 30 STM :)


Chapter 5

Spotkanie w Radomiu

Po kilku koncertach, które 30 STM mieli jeszcze w swoich planach, załoga postanowiła wpaść do Radomia.
Wiadomo już że Jared upatrzył sobie 1 z Sióstr...ale którą...

Jared: Shannon, wiesz może w którym to blogu mieszkają te dziewczyny?
Shannon: Skąd ja mogę to wiedzieć? Co ja Mag jakiś?? Może pójdziemy nad jakiś staw, chyba zawsze się zbierają nad wodą te Siostry..pamiętasz pierwsze nasze spotkanie z nimi...
Tomo: A no Shann ma rację, idziemy poszukać jakiegoś stawu...dawajcie chłopaki
Po kilku minutach wędrówki, chłopaki znaleźli się nad stawikiem gdzie pływały małe kaczuszki.
Jared: O jaaa...jakie piękne Kaczorki...jeju...jakie śliczne....
Tomo: Jared...co Cię napadło ostatnio?? jesteś taki roztargniony....To przez tą czekoladę??Czy na pewno przez czekoladę?? - Tomo zaciekawiony nie przestawał zadawać pytań kiedy w końcu włączył się Shannon
Shannon: Tomo, daj na luz...coś Ty taki ciekawski?
Jared zamyślony wbił wzrok w Kaczuszki i nie spuszczał ich z oka...nagle Jared zerwał się jak oparzony.
Aga: O witam przybyszów z Marsa!!! - powiedziała ucieszona Agnieszka
Za nią szły jej Siostry również roześmiane na widok Marsów.
Asia: OO jak miło że nas wreszcie odwiedziliście, skąd wiedzieliście że mieszkamy tuż obok?
Tomo: Telepatia Słonko – odrzekł krótko zamurowując tym samym Asię
Ewela widząc Shanna zarumieniła się i podbiegłą do niego, Shann również nie pozostał na miejscu.
Wszyscy cieszyli się jak szaleni.
Jared nie spuszczał wzroku z Agi, która zauważyła że Jared ma słodką minkę, kiedy na nią patrzy.

Jared: No cóż moje Panie, nie będziemy chyba tu tak stali, jest zimno a ja zapomniałem zabrać ze sobą mojego szaliczka – dodał przemarźnięty chłopak
Aga szybkim ruchem skinęła ręką aby towarzystwo szło za nią.
Asia wpatrzona w Tomo lekko się potknęła – reszta tylko się zaśmiała i szli dalej
Na całe szczęście nie musieli wdrapywać sie wysoko po schodach

Aga: No już jesteśmy w moich skromnych progach: Zapraszam do środka!! - rzekła rozmarzona Aga nadal patrząc się na Jareda.
Jared również nie spuszczał wzroku ze swojego „Aniołka”
Kiedy to wszyscy rozgościli się w mieszkaniu Sióstr, nagle jedna z nich znów zaczęła temat o czekoladzie.

Ewelina: No to jak już sobie każdy bezproblemowo zajął miejsce, może napijemy się gorącej czekolady – to już stał się Nasz rytuał...co wy na to – zapytała świrnięta Ewela
Tym razem jako pierwszy odezwał sie Jared z nadal rozmarzoną miną.
Jared: AAA taaakkk...noooo...czekolada zawsze stawia na nogi...ja poproszę cały kubeł – powiedział bez namysłu zakochany Jared
Asia szybko zerwała się z kanapy i pobiegła do kuchni gdzie zwinęła kilka kubeczków
Shannon: A czekolada? Będziemy pić w marzeniach...? - zajaknął się Shann widząc tylko same kubeczki
Ewela poleciała do kuchni mając jeszcze trochę rozumu i przyniosła czekoladę i nagle rzuciła
Ewelina: Dziewczyny co jest z Wami..zapominacie o wszystkim i tylko ja musze trzymać rękę na pulsie... - rzekła trochę wkurzona
Shannon złapał ją za rękę i posadził obok siebie uspokajając dziewczynę
Jared nagle polał wszystkim gorącą rozkosz i nalewając Adze tak się zapatrzył w jej oczka że niechcący ją oblał

Aga: Och, nic się nie stało...Pójdę się przebrać..zaraz wracam – uspokoiła zdezorientowanego Jareda i poleciała do swojego pokoju
Ewelka wiedziała co się kroi i pobiegła za Agą
Aga: Hej..co sie tam działo jak wyszłam? -zapytała roztrzęsiona z wrażenia Agunia
Ewelina: A tam...mały wypadek przy pracy, na nikogo nie zrobiło to wrażenia, oprócz samego Jareda, co mu się stało?
Aga: Wiesz, coś czuję że on się we mnie podkochuje.... - wypowiedziała z nutą nadziei
Ewelina: Chyba masz rację, a raczej na pewno...Ale z Ciebie szczęściara jak i ze mnie...Bracia Leto na Nas lecą...ale czad!!!!
Aga: Ok Ewela, Ty idź tam do nich, bo jedynie Ty jesteś w stanie ratować każdą gorącą sytuację
Po tej komendzie Ewela poleciała zająć się rozmarzonym towarzystwem, kiedy stanęła w progu wpadła w totalne osłupienie...i co zobaczyła?

Tomo i Asia całują się!!!
Ewelina nic nie mówiąc wlepiła wzrok w parę i uśmiechała się bez przerwy...Jared podszedł do Eweli po czym cicho zapytał
Jared: Jak tam Aga? Co ona tak długo się przebiera?? Obraziła się na mnie czy co?
Ewela długo nic nie mówiła zastanawiając się co mu odpowiedzieć....nagle przerwała niezręczną ciszę
Ewelina: Aaa...zaraz przyjdzie...musiała jeszcze nakarmić Swojego Pieska Kajtka – wytłumaczyła Ewela
Jared: Kajtka?? to jest tutaj pies i ja nic o tym nie wiem?? - wybuchł z radości okrzyk
Ewela szokowana reakcją Jareda próbowała powstrzymać Jareda przed wtargnięciem na teraz Agi
ale nie udało sie jej powstrzymać Jareda
Jared wtargnął niczym intruz do pokoju Agi , Aga nie sprzeciwiała się całemu zajściu i przedstawiła Swojego Pieska Jaredowi
Jared tak się uradował na widok czarnego psiaka że aż zaszczekał do niego.
Aga i Ewela nie mogły powstrzymać Attacku śmiechu na ten cały zabawny widok.
Reszta, która została w pokoju przyleciała zobaczyć co się dzieje...
Jared obściskiwał Kajtka i całował go w pyszczek...
Aga i Ewela już leżały na podłodze turlając się ze śmiechu
Po kilku chwilach Jared się uspokoił i zatęsknił za Swoim Judasem...Shannon widząc minkę zasmuconego braciszka szybko wtrącił swoje 3 zdania

Shannon: Hej Jared, została jeszcze Twoja gorąca czekolada, a czy nadal jest gorąca, wątpię w to...chodźmy wszyscy do pokoju rytualnego razem z Kajtkiem.. - zaproponował Shann po czym wszyscy ruszyli za nim
Jared i Aga patrzyli na siebie....bez zażenowania reszta również nie zwracała na nic innego niż na swoją drugą połówkę...
Tak oto każdy Mars poznał Swoją Miłość z Polski


Wallpapers


czwartek, 27 września 2007

New Wallpapers :)









Z racji tego, że nie mam kolejnego odcinka Moneka :( jestem zmuszona wkleić swój Chapter - który jak się przekonacie - jest do niczego - Przepraszam Was za tą traumę jaką przeżyjecie po przeczytaniu tego nieudanego rozdziału.


W galerii Jareda zostawiam awatary z Requiem for a Dream :)

Chapter 4

Ewela nagle poczuła ogromnął chęć na kawę, na kawę bez cukru – jak zawsze mówi - „Ja nigdy nie słodzę...na samą myśl o 30 STM robi mi się słodko – tyle słodyczy...że do kawy nie potrzebny cukier”
Shannon również znalazł sobie pretekst do zawitania w kuchni – otóż zapragnął ugotować sobie kakao.
Para stała od siebie w zupełnie 2 odległych kątach i przyrządzała swoje napoje.
W pokoju obok rozlegał się głos Anioła, a Ewela już zapomniała o Bożym świecie wiedząc że Shannon jest w tym samym pomieszczeniu, oddycha tym samym powietrzem i co najważniejsze, czuje, że nadal się na nią patrzy...jej przeczucia nie były mylne.
Nagle odpaliła bez zastanowienia:

Ewelina: Aj Shannon, mógłbyś mi pomóc? Spójrz kurek od gazu się zaciął...nie mogę odpalić...Pomożesz Skarbie? - właśnie końcówka zdania była tą bezmyślną pomyłką...
Shannon popadł w zadumę i po jakimś czasie zerwał się z miejsca i naprawił ten trefny kurek.
Ewela zaczerwieniła się jak zachodzące słońce...jej mina była na wpół zawstydzona a na wpół radosna.

Shannon: Już w porządku Skarbie... - powiedział swoim zabójczym głosem i uśmiechnął się słodko do swojej „ofiary”
Ewela już chciała powrócić do pokoju w którym Jared kończył już swój Show, lecz zawahała się przez chwilę i zapytała nagle:
Ewelina: Shann, mam pytanko, ale liczę na szczerość OK? Czy Ty masz czasem dziewczynę?
Shannon: Hmmm...Trudne pytanie....Myślę że mam... - powiedział niepewnie podpierając rękę o blat stołu.
Ewelina:Ach...Przepraszam za to debilne pytanie...To się cieszę...tak...To fajno ... - wymruczała pesymistycznie biedaczka
Shannon uśmiechnął się jeszcze bardziej i w końcu wyznał:
Shannon: Tak, myślę że mam dziewczynę...Właśnie stoi naprzeciw mnie – rzucił i zalał sobie kakao do kubka
Ewela jeszcze bardziej się zasmuciła niż ucieszyła
Ewelina: No pięknie, ja tu na poważnie a Ty sobie jaja ze mnie robisz...dzięki wielkie Shann – wkurzyła się dziewczyna
Shannon przejął się tym co usłyszał i nie pozwolił dziewczynie wyjść z kuchni, złapał ją za rękę i powtórzył jej to jeszcze raz patrząc jej głęboko w oczy
Shannon: ....Ja mówię poważnie...z takich rzeczy nie robię żartów, uwierz mi...bardzo mi się podobasz – wyjawił swoją tajemnicę po czym wyszli razem z kuchni
Aga: Ewela...co Ci jest...co Ty taka blada??
Tomo: Hej , Shannon, co Ty jej zrobiłeś? Co się stało tak wogóle?
Jared: Ja wiem...a ja wiem i nie powiem heheheheh – zaśmiał się ironicznie
Asia:A ja też wiem...ale powiem... - dorzuciła
Ewelina: Dobra dobra...ja sama powiem – odważyła się w końcu

Shannon: Nie nie, My to powiemy wspólnie – dodał z dumą Shann
Ilona: No powiedzcie w końcu co się w tej zakichanej kuchni stało? Ducha zobaczyliście czy co? - zapytała przejęta
Patrycja: Boże, ale wy jesteście wszyscy jak dzieci...nie widzicie? Przecież to jest para...od pewnego czasu zachowują się jakby mieli nie po kolei w głowach – oświeciła pozostałych z szyderczym uśmieszkiem Pati
Aga: Czy to prawda Ewela? O Mój Boże, Siostrzyczko!!!!Gratulujemy Ci wszystkie!!!
Shannon: Tak, to prawda – uprzedził Ewelinę
Ewela: Shannon i ja jesteśmy parą...nie wiem jak to się stało...to było takie nagłe...chwila... - tłumaczyła się niepotrzebnie zakochana Ewelka
Shannon: Połączyła nas nieznana moc...jak ja się cieszę, że spotkaliśmy się wtedy przy tym jeziorze...w ten zimny dzień – nigdy tego nie zapomnę – westchnął
Wszyscy na raz poprawili Shanna:
„Nigdy tego nie zapomnimy!!!!” - rzucili chórem
Nazajutrz nadszedł czas na powrót dziewczyn – oczywiście Marsi musieli je odwieźć Swoim super szybkim statkiem.
Dziewczyny wpadły na wprost wyjechany pomysł: Otóż zaprosiły Marsów do Swojego domu w Radomiu

Jared po sekundzie namysłu, a właściwie po ułamku sekundy(zawsze starał się szybko myśleć)zdecydował za Tomo i Shannona
Jared: No czemu nie? Jakiś rewanż musi być...co nie chłopaki?? - zwrócił się do swoich Braci
Tomo: No jasne że wpadniemy – na gorącą czekoladę – dodał oblizując się łakomczywie
Shannon:Jared...Ty nie myślisz racjonalnie chyba? Zapomniałeś już że mam tutaj dziewczynę...niepotrzebnie się zastanawiasz
Jared też upatrzył sobie jedną z Sióstr – a żeby nie podpaść specjalnie się zastanawiał czy aby przyjąć zaproszenie...
Na kim Jared się skupił?? Której z Sióstr postanowił zawrócić w głowie??
Pozostają tylko domysły, cała akcja powinna rozwinąć się w Radomiu...



Wallpapers

środa, 26 września 2007

Nominacje do Europe Music Awards 2007

Poprzednie nominacje - w których 30 STM byli nominowani w 4 kategoriach miały charakter taki - były to nominacje do generalnych nominacji - głosujemy teraz na 30 Seconds To Mars na poważnie - Mamy czas do 1 Listopada, a więc pozostało 36 dni do końca...Tym razem 30 Seconds To Mars powinni zdobyć wszystkie nagrody.
A więc:
Nasza ukochana kapela liczy na Nas, nie możemy jej zawieść!!!
INTER ACT
30 Seconds To Mars
Depeche Mode
Fall Out Boy
My Chemical Romance
Tokio Hotel


ROCK OUT
30 Seconds To Mars
Evanescence
Fall Out Boy
Linkin Park
My Chemical Romance
...............................................................

Wczoraj do galerii Tomo, Jareda i Shannona dodałam nowe awatary - w galerii całego zespołu znajdziecie też trochę awatarów Matta - zapraszam

Provehito In Altum!!!

wtorek, 25 września 2007

Wielki powrót Moneka ;)



30 Seconds To Mars - EMA 2007 - drogą eliminacji, (przeszli przez jakieś sito, nie tylko Oni) nominowani teraz Są tylko w dwóch kategoriach, a nie w 4 jak to było na samym początku, czyli w INTER ACT i ROCK OUT, ceremonia rozdania nagród odbędzie się 1 listopada na Olympiahalle - http://ema.mtv.co.uk/voteNow - ten adres internetowy zostawiam również w rubryce z linkami, pozostaje Nam tylko nic innego, jak dalej głosować na Naszych "Marsjan" :), oby zgarnęli wszystko!!!

PS: Gospodarzem gali będzie Snoop Dogg.

W końcu pojawił się Monek - zatem miłego czytania życzę ;D
Pozdrawiam - Niech Moc z Marsa będzie z Wami :)

Odcinek 8

Obsada :
Monek – Jared Leto
Jack – Matt Wachter
Doktor- Danzel Washington
Korek- Colin Farrel

„Monek kontra Szurnięty Korek”

Monek siedział na korytarzu szpitala i patrzył jak jego kumpel Jack paląc fajkę robił kolejne okrążenie pod drzwiami porodówki:
- Kurde Stary dzięki że zgodziłeś się mi towarzyszyć. Ile to jeszcze potrwa??- spytał roztrzęsiony Jack.
- Chłopie uspokój się i siadaj, gdyby było coś nie tak lekarz zaraz by Ci powiedział- odparł detektyw.
- Człowieku Moja Miłości zaraz wyda na świat dwie piękne Księżniczki a Ty mi mówisz żebym się uspokoił??- odburknął przyszły Ojciec.
- No wiesz tym, że się będziesz na mnie wydzierał raczej jej nie pomożesz – odszczeknął mu Monek.
I gdy się tak kłócili nagle w drzwiach sali w której rodziła Batty, żona Jacka, pojawił się lekarz.
- Który z Panów jest mężem Batty??- spytał doktor
- To ja !!Co z Nią ??- spytał spanikowany Jack
- Wszystko dobrze. Gratuluję, został Pan Ojcem dwóch pięknych córek – odparł lekarz i odszedł śmiejąc się pod nosem.
- O radości!! Stary moje Księżniczki. Zaraz Ci je pokażę – i ruszył do drzwi wołając – Już pędzę Moja Miłości do Ciebie!!
Jack, Ty porąbany romantyku i pomyśleć że jesteś jednym z najlepszych gliniarzy w tym mieście – pomyślał Monek.
Po kilku minutach pojawił się uradowany Jack niosąc dwa zawiniątka :
To Rose a to Shannon. Czy nie są śliczne?? Moje skarbeczki- cieszył się świeżo upieczony ojciec.
- Nie myślałem że Ci to powiem ale to dwa Aniołki a jakie do Ciebie podobne- odpowiedział Monek.
Gdy tak stali i podziwiali maleństwa ktoś nagle potrącił ramę detektywa . Był to zarośnięty mężczyzna w szpitalnej kreacji.
- Stój Korek!! Niech go ktoś złapie to uciekinier z oddziału psychiatrycznego- krzyczeli pielęgniarze.
Monekowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, natychmiast ruszył w pościg,zostawiając Jacka, który wrócił z córkami do żony. Detektyw gonił tak zbiega przez trzy ulice do momentu gdy obaj znaleźli się na dachu wieżowca.
- Nie zbliżaj się bo skoczę – groził Korek.
- Kolego nie warto. Zobacz jaki świat jest piękny - mówił nadal wzruszony Monek.
- Dla Ciebie może i piękne,boTy nie jesteś zamknięty w psychiatryku i nie faszerują Cię prochami na przeczyszczenie – krzyczał szaleniec.
W tym momencie na dach wpadł Jack:
- Stary co się dzieje??Jak powiedziałem Batty ze nie możesz jej na razie odwiedzić bo gonisz jakiegoś faceta to zabrała mi dziewczynki i kazała Ci pomóc- wyrzucił jednym tchem.
- Widzisz ten oto Korek chce ze sobą skończyć- odparł Monek.
- Stary poczekaj – zwrócił się do Korka Jack- dopiero co się urodziły i zaczął iść do uciekiniera z cyfrówką w ręku jednocześnie mrugając do Moneka.
- Faktycznie cudne. Przypomina mi się jak urodziła się moja Magie..- i tak opowiadając zszedł z krawędzi i pozwolił się oddać w ręce pielęgniarzy,którzy podziękowali i odeszli.
- Chodź Stary Batty chce z Tobą pogadać-stwierdził Jack i zaczęli schodzić z dachu.


Koniec odcinka ósmego


Autorka: Aga




Detektyw Monek ścigający Korka :D

Tapety/Wallpapers




Provehito In Altum!!!

poniedziałek, 24 września 2007

Siostry na Marsie ;)

To już 3 i ostatnia część opowiadania, w razie postojów z Monekiem może zamieszczę jeszcze kolejne części - ale to już ewentualność :)
Pozdrawiam
Chapter 3
Goście Na Marsie

Kiedy wszyscy opuścili już statek, Siostry wpadły w zdumienie, wszystkie na raz powiedziały ten sam wyraz - „Ale czad!!!”
Jared i Shann lekko się zdziwili kiedy to Aga niemal zemdlała...Jared szybko podbiegł do niej i przytrzymał aby nie upadła na zakurzoną powierzchnię ich Planety.
Po kilku minutach Ilona wparowała do ich mieszkania oglądając wszystko dookoła, Asia sprawdzała ze szpiegowską wprawą każdy zakątek i każdy pokój, kiedy Ewela weszła do kuchni wpadła w osłupienie – cała kuchnia była zawalona brudnymi garami, a z sufitu zwisał ledwo przyklejony kawałek naleśnika – czymkolwiek był ten płat ciasta – przypominał zgniłą szmatę.
Kinga nie mogła być gorsza i wparowała do ich łazienki – a tam znajdował się stos brudnych ubrań.
W pewnym momencie Jared nie wytrzymał i buchnął ze wzburzeniem.

Jared: Hej, hej!!! Co to ma być...my Was zapraszamy, a Wy...wy...
Shannon: Hej Jared...daj na luz...czego się ich czepiasz?
Ilona: Chłopaki nie kłóćcie się...nawet nie zaczynajcie...My Wam pomożemy w sprzątaniu...Wszystko będzie aż lśnić :)
Aga: Na bank będzie lśnić, jeśli nie macie nic przeciwko oczywiście – nic na siłę – rzekła uśmiechnięta z anielskim spojrzeniem
Tomo: Noo ...ja wiedziałem że te dziewczyny to istne Anioły – a tu się bracia burzą
Shannon: Tylko nie używaj liczby mnogiej, bardzo Cię proszę, nawet nie wiesz co chciałem powiedzieć – ja nawet pomogę im w sprzątaniu – już od dawna należało się za to wziąć, tylko
Jared stale marudził że tak powinno być – czyli żyć w syfie
Asia: No nie chłopaki – sami się kiedyś wykończycie w tym bałaganie – tu potrzebna jest kobieca ręka, nie wiem dlaczego żaden z Was nie ma jeszcze żony...chociaż sama bym nie chciała żeby jakaś lafirynda rzuciła się na któregoś z Was, a nie ja – powiedziała bezmyślnie Aśka – jak do Asia
Kinga: Aj tam...weźmy się za sprzątanie jeśli mamy tu przenocować – nie lubię takiego syfu – źle się czuję kiedy jest tak brudno – rzuciła przejęta
Ewelina: Ej, Tomo, czy wiesz może co to jest ta Kate, co ją wymienił Jared po wyśpiewaniu cudnego Strongera? - zapytała zaciekawiona Ewela ciągnąc Tomo na stronę.

Tomo: Wiesz co...tak mi się zdaję, że to może być Kate Moss, ale pewności w 100 % to ja nie mam.
Ewelina: Acha...czyli to nie żadna nowa zdobycz Jareda? Ale mi ulżyło – muszę o tym powiedzieć dziewczynom.
Tomo: Hej...może nie mów..ja nie wiem czy to jest to...nie chcę puszczać ploty...ech...Jared byłby zły... - powiedział bardzo szybko, wydawało się że był tym dość przejęty
Patrycja: No to już posprzątane...ale jestem z Was wszystkich zadowolona – tylko szkoda że Jared nie zechciał się włączyć w naszą pracę...ach ten Jared...
Kiedy wszyscy wpadli w szał sprzątania Jared akurat brał prysznic śpiewając przy tym swój ulubiony kawałek The Fantasy...niestety woda zagłuszała jego głos, w dodatku drzwi do łazienki były zamknięte na klucz...Jared chyba czuł że dziewczyny chciały go podglądać...i miał rację bo Aga, Asia i Pati czaiły się pod drzwiami..Tylko Ilona i Ewela, wiedząc że drzwi są zamknięte śmiały się z reszty Sióstr...
Jared po zmyciu z siebie potu po koncercie w Chorzowie wyszedł w końcu z łazienki słysząc po drodze histeryczny śmiech Tomo

Jared: Hahahhaa...o co chodzi? Też chciałbym się pośmiać...
Tomo: Człowieku...spójrz na siebie...zapomniałeś chyba założyć ręcznik poniżej pasa – wykrztusił Tomo przenikliwym głosem łącząc w tym ironię i zabójczy wyraz twarzy
Aga wpadła w trans, tak jak i reszta domowników
Jared zamyślony stał jeszcze tak dobre kilka chwil...zanim zajarzył że stoi przed wszystkimi nagi – taki jakim go natura stworzyła – po czym spokojnie ruszył w stronę swojego pokoju
Ilona nie mogła nic powiedzieć – próbowała przerwać grobową ciszę – ale dosłownie nie mogła wydobyć z siebie żadnego głosu.

Shannon w końcu wybuchnął śmiechem....śmiał się i śmiał dopóki nie poczuł czegoś zimnego na swojej głowie.
To był odwet Jareda, (wrócił z pokoju tym razem ubrany) – wylał na brata kubek zimnej wody
Ludzie dalej nic nie mówili – jakby każdemu odjęło mowę

Jared: OK, to już wiecie jak wyglądam i co zawsze ukrywam pod spodniami....i dlatego nigdy się nie zgodzę na rozbieraną sesję do żadnego czasopisma itd.
Ewelina: eee...ja...ja...chcę tylko dodać...eee...że...masz rację ...yyy...to znaczy...tak, masz rację, z takim wyglądem żadna kobieta nie powinna widzieć Cię nago....wszystkie babki nie dały by Ci spokoju...każda chciałaby Cię mieć tylko dla siebie...eeee....ja też się zaliczam ...ale...doszedł nowy powód, o którym wiemy tylko my..obiecujemy Ci że nikt więcej się nie dowie o tym jak wyglądasz bez ubrania... - dosłownie wydukała to z siebie fanatyczka „Nagiego Anioła”
Tomo: Nie no...to jest dobre...Jared nigdy nie obnażał się Fankom..a w szczególności Nam...zespołowi – facetom...co w Ciebie wstąpiło Jared...Zapomniałeś się, co?
Jared: Tomo i reszta: słuchajcie...to chyba pod wpływem tej czekolady...nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje...byłem zamyślony i zapomniałem owinąć się ręcznikiem...Przepraszam Was za tą traumę, którą przeze mnie przeżyliście...No fakt...Mam czym sie chwalić, ale nigdy tego nie zrobię, mam swoja godność i ludzie powinni to zrozumieć, a sesje nago nie robią na mnie wrażenia, na kasie nie zależy mi już zupełnie – dodał całkiem poważnie
Partycja: No dobra zmieńmy temat, Jared już jest ubrany to może coś porobimy razem? Może oglądniemy jakiś film, a może...
Kinga: Pati? Jaki film? W czasie kiedy lecieliśmy tutaj czyli w pół minuty, Jared zdążył nam obiecać, że zagra nam wersję akustyczną Capricorna i A Modern Myth, zapomniałaś już? - wparowała w zdanie Patrycji rozzłoszczona Kinga

Widząc napiętą sytuację Tomo i Shannon poparli Kingę i razem z resztą dziewczyn przeszli do pokoju obok, gdzie stały gitary i krzesła.
Jared chwycił swoją klasyczną gitarę i zaczął grać...po chwili w pokoju rozbrzmiewał anielski głos, Jared tak cudnie śpiewał aż każda z dziewczyn z zapartym tchem spoglądały tylko w stronę Jareda.
Shannon, który wypatrzył już wcześniej swoją nową „ofiarę”, lampił się tylko w stronę Eweli, która w ogólę nie zwracała na niego uwagi.
Asia nagle szturchnęła Ewelę szepcząc jej coś do ucha

Asia: Ej...Szczęściaro...Shann się na Ciebie teraz patrzy..tylko sie nie odwracaj do niego bo sie wypłoszy... - wyszeptała szybko Aśka z szatańskim grypsem.
Ewela zaczerwieniła się na twarzy, teraz to już całkiem nie wie co ze sobą zrobić...
Nagle wstała i wyszła do kuchni – każdy dalej podziwiał występ Jareda.
Shannonowi mocniej zabiło serce...zerwał się z miejsca i podążył w stronę kuchni...

Koniec!!!!

Odrobina humoru:

Kobieta potrzebuje 4 Marsjan:

Shannona w szafie

Tomo w garażu

Jareda w sypialni

i Tima ktory za to wszystko zaplaci

a tak naprawde to facet powinien być:

Tomo w kuchni

Shannonem w salonie

i rzecz jasna Jaredem w sypialni

Asia Letoszka

To ci agentka :) Asiu, Ty to masz pomysły hahahaha :) :)

Pogratulować!!!!

Provehito In Altum!!!!!!!

niedziela, 23 września 2007

"Telefon" (Phone Booth) - (2002)

Hej!

A tak, wiem że tłumaczenie z The Kill zawaliłam...Zapomniałam po prostu, ale przetłumaczy się to niebawem, widząc ilość komentarzy...jestem w szoku :) Dzięki wielkie - jesteście kochani...Dam tylko 3 Chaptery, (4, 5 i 6 są do niczego, Ci którzy znaleźli je w sieci, dali mi radę żeby ich nie wklejać) a po nich wraca Monek, czyli we wtorek.

Jeszcze jedna ważna sprawa!!! 2 października, na Polsacie zostanie wyemitowany film "Telefon", swoją małą rólkę odegra w nim Jared, a kogo zagra?Gwiazdę filmową :), mały urywek - http://www.youtube.com/watch?v=bqW_fXg-TTk - dowiedziałam się że - Jared nie wystąpi w tym filmie - jego rola została usunięta - za tą wiadomość dziękuję Anke - niestety nie wiedziałam o tym, nie widziałam filmu - Jared na zdjęciach archiwalnych? To chyba koszmar - jeśli tak to ja chcę się już obudzić!!!

Film jest z roku 2002 http://telefon.filmweb.pl/
Mimo usunięcia Jareda z tego filmu - warto go jednak obejżeć...Urywek na Youtube to rarytas - pewnie to jedna ze scen które zostały usunięte :(



Chapter 2


Gorąca czekolada


Shannon, Jared i Tomo tuż przed koncertem w Polsce, a dokładniej w Chorzowie zamieniają ze sobą kilka zdań...są lekką podekscytowani widząc tłum rozgorzałych fanów.
Jared: O jaaa...Shann, Tomo – patrzcie jakie tłumy...jeszcze w żadnym kraju nie widziałem tyle ludu...Ale czad...
Tomo: Kurde chłopaki to POLSKI ECHELON, czego się spodziewaliście?
Shannon: Wiedziałem że będzie gorąco i się nie przeliczyłem
Jared: Dobra nie ma na co czekać, sprzęty gotowe, wszystko podłączone, tylko nas brakuje, włazimy na scenę, do dzieła Bracia!!!
Po komendzie wydanej przez Jareda, wszyscy wbiegli na scenę, a wraz z nimi pojawiły się uśmiechy na twarzach publiki i jeden głośny okrzyk: Provehito In Altum!!!!Wszyscy Fani szaleli ze szczęścia.. a kiedy rozniósł się doniosły krzyk lidera 30 Seconds To Mars : „Are You Ready?”, wszyscy zgodnie odkrzyknęli: :”Yeahhh!!!!”
Jared: Let`s go people!!!!
Koncert w Polsce zakończył się po kilku godzinach, nie wliczając czasu jaki chłopcy poświęcili na rozdawanie autografów i sesji zdjęciowych z fanami. Jared zmęczony wraz z resztą załogi nagle zauważył Siostry( Te od gorącej czekolady)które zmierzały w kierunku Marsów...
Jared i Shannon rozpromienili się momentalnie i zaczęli wzywać je wzrokiem
Jared: Witam, witam Nasze drogie panie...
Shannon: Ach, widzę że macie termos....ach...tylko czekolady brak mi do szczęścia... - westchnął spragniony
Tomo: Mam nadzieję że załapię się na cały kubeczek....- Uśmiechnął się z błagalną minką
Siostry zaczęły rozmowę, pełne szczęścia i niepohamowanego entuzjazmu
Aga: Aaaa....tak mamy czekoladę...może się napijecie...zasłużyliście na odrobinę słodkości – prawie że wyszeptała roztargniona, pogrążona w euforii Fanka Jareda
Asia: Będzie nam bardzo miło jeśli kolejny raz zaszczycicie nas wspólnym wypiciem tego jakże wspaniałego napoju – wydusiła z siebie Asia
Tomo: OK, ja jestem zdecydowanie za, reszta pewnie już się nie może doczekać kiedy ten termos zostanie otworzony, więc nie traćmy czasu i chodźmy gdzieś w zaciszne miejsce – wypalił z dumą gitarzysta Marsów
Ewela: So follow me – zakrzyknęła radośnie Ewela
I wszyscy równym krokiem podążyli za szaloną Ewelą, która sama nie wiedziała dokąd ciągnie za sobą Marsów i swoje rozchichotane siostry. W końcu Ewela widząc ławki i 1 stolik zakrzyknęła radośnie – Jesteśmy na miejscu drodzy państwo
Kinga: Ach...Jaredzie...usiądź obok mnie proszę Cię bardzo... - powiedziała nieśmiało dziewczyna
Wszystkie Siostry spojrzały na nią ze złością, licząc że Jared siądzie obok którejś z nich
Jared uśmiechnął się łagodnie i zajął miejsce obok Kingi

Wszystkie dziewczyny oprócz Kingi wbiły wzrok w Jareda i jego sąsiadki na ławce
Shannon: No widzę że wszyscy już sobie zajęli miejsce a na mnie zabrakło kilka centymetrów siedziska i co ja teraz zrobię?
Patrycja: Nie bój się, nie usiądziesz przecież na gołej ziemi...o proszę usiądź na moim miejscu
Shannon: Ależ tak nie może być, nie pozwolę aby tak piękna młoda dama stała, kiedy ja, stary koń siedzę...Mam pomysł, usiądziesz mi na kolanach...chyba że się mnie boisz, ja nie gryzę...- zaproponował zdezorientowanej tą wiadomością Pati
Wszyscy gapili się na rozmówców...Ewela pękała ze śmiechu a Aga próbowała obmyślić plan jak by tu nie spaść z ławki.
Po krótkiej chwili milczenia Patrycja z dumą usiadła na kolanach Shannona

Tomo: No dobra wszyscy już siedzą...na co dalej czekamy? Kubeczki są, czekolada też...Polewajcie dziewczyny – przerwał milczenie nie mogąc się wprost doczekać na dostawę świeżej dawki energii
Jared: A tak...Ty masz na imię Asia, czyż nie?
Asia: Zgadza się, moim zadaniem jest nalewanie czekolady...a więc już się robi – odrzekła z dumą
Ilona: Ja jestem wielką fanką Waszej muzyki i wogóle Was chłopaki, jesteście genialni, jak to robicie??
Shannon: Ach...po prostu gramy to, co czujemy, jesteśmy sobą, a czy geniuszami, nie nam to oceniać... - odpowiedział Shann pełen wzruszenia
Asia: Już każdy ma swoją porcję, no i nawet dla Tomo znalazł się pełen kubeczek – rzekła pocieszając Tomo Aśka
Jared: Wiecie co? Dziewczyny? Mam dla Was propozycję matrymonialną, nie wiem czy się zgodzicie....
W tym momencie w zdanie Jareda wbił się Shannon
Shannon: Aaaa tak...Dziewczyny Nasze cudne...Chcemy Was porwać na Marsa...to jest propozycja nie do odrzucenia i nie przyjmuję odmowy – powiedział szybko Shann z diabelskim uśmieszkiem
Ewela: Jasne ....A może i na sam Księżyc...jaja sobie robicie? - powiedziała nie wiedząc co mówi
Aga: Na Marsa...lecimy na Marsa...czy ja śnię...Aśka – uszczypnij mnie bo ja chyba śnię – zwróciła się w tym momencie do Swojej Siostry
Ilona: Oczywiście zdanie Agi było odpowiedzią na pytanie Shannona – rzekła pełna euforii

Jared: Czyli sie zgadzacie – to wspaniale, jestem szczęśliwy – nie dość że w domu czeka na mnie gromadka szczeniąt z ich rodzicami to jeszcze zawitają do Nas Czekoladowe Siostry:)
Jared po krótkiej przerwie pomyślał sobie(Ach...będzie kto miał się opiekować szczeniaczkami heheheh....kiedy ja i Reszta będziemy nagrywać nową płytę...ale ja mam szczęście)
Shannon popatrzył na radosnego Jareda i stwierdził jedynie że już musimy lecieć na Marsa
Ewela: Ale my jesteśmy szczęściary – po raz kolejny mamy zaszczyt kosztować z 30 Seconds To Mars gorącej czekolady – dziękuję Wam w imieniu POLSKIEGO ECHELONU za to, że w końcu do Nas przyjechaliście – zasypała chłopaków swoją gadką Ewela zwaną Eve
Chłopaki w końcu zgodnie spojrzeli na swoje zegarki, tak, jakby mieli je zsynchronizowane, wzięli kubeczki niedopitego napoju i zaprosili dziewczyny do swojego statku...

Provehito In Altum :)

sobota, 22 września 2007

Na luzie :)

Uwaga!!! w związku z tym, że Detektyw Monek jest na wakacjach – tymczasowo postanowiłam zamieszczać swoje opowiadania,(nie wiem czy dobrze robię, sami oceńcie)ale mam dużo pomysłów i oto jest jeden z nich :) Miłego czytania :)
PS:Opowiadanie to ma pewne powiązanie z opowiadaniem które znajduje się na Blogu Patrycji.

Chapter 1
Lot Na Marsa

Jared pewnego pochmurnego poranka wpadł na genialny pomysł.
Jared: Ty, stary, może w końcu polecimy do naszej chaty na Marsie??
Shannon: No wiesz, to nie jest głupi pomysł, ale mamy tu jeszcze sporo koncertów do zagrania...
Jared: No wiem, ale tak na moment jak się urwiemy, to przecież nikt nawet nie zauważy, a ja tak tęsknię za moją podusią i Pieskiem Judasem, który pewnie wyje z tęsknoty...
Shannon: Oj Jared, aleś Ty sentymentalny, nie pamiętasz już że Judas ma tam w chacie swoją laske, razem sobie wyją jak jest pełnia księżyca, i na pewno nie tęsknią za Tobą...
Jared: Ale jesteś...Wiesz jaki mam stosunek do mojego Judasia...Kocham go bardziej od Ciebie, bo Ty jesteś nieczuły..i po kim Ty to masz co? Na pewno nie po mnie...
Shannon: No wiesz co? Jak możesz tak mówić..To już nie pamiętasz jak Ci kupiłem termofon kiedy chorowałeś...Przecież jestem bardzo czuły
Jared: A pamiętam, taki flak co przeciekał – dzięki stary – chyba znalazłeś go w koszu na śmieci i mi go sprezentowałeś – wielkie dzięki braciszku
Shannon: Wkurzyłem się...z Naszego lotu na Marsa nici – Sam sobie leć..
Jared: Co? A chciałeś już ze mną lecieć? Oj weź nie bądź taki...Przepraszam..może ten termofon nie był flakiem tylko nówka ze sklepu eleganckim termofonikiem :), To jak, lecimy??
Shannon: Hahaha...ale lizus z Ciebie nagle...Hahhhahah...OK lecimy...Masz racje w 30 sekund w jedną stronę...kilka godzin w chacie i wracamy szybciutko :) Powiem Ci w zaufaniu że też się stęskniłem za Twoim kundlem...
Jared: Co??? Za kundlem??? Wiesz co?? Teraz to przeginasz...Ani słowa więcej bo skopię Ci tyłek..
Pakujmy się w Nasz superszybki statek odrzutowo – pylny i dajemy czadu :)
Shannon: OK, czekaj, tylko wezmę ze sobą chociaż i bęben – bo tam w chacie nic nie zostało – wszystko zabrałem na Ziemię...Wiesz jak mi odwala kiedy nie mam po czym walić...eh..
Jared: No wiem, najczęściej to ja muszę cierpieć...ok zabieraj te bębny, talerze..co tam chcesz i lecimy
Shannon: OK już mam..Go for it Braciszku:D
Po krótkiej wymianie zdań bracia wpakowali sie w swój statek i w 30 sekund wylądowali na Marsie gdzie czekali już Judas i jego partnerka.
Pies na widok pana aż podskoczył w górę i zajęczał straszliwie ze szczęścia.

Jared: OOO mój ulubieniec kochany, ale sie za Tobą stęskniłem skubańcu, dawaj pyszczka...no chodź do Pana...ojojojoj...Kocham Cię Judasku
Shannon: Ej, Jared spójrz...co to? Małe Judaski?? Ojej...jakie ładne
Jared: Co? No nie...Ja Cię na chwilę spuściłem z oka a Ty już ojcem zostałeś...No pięknie...Jak mogłeś mi to zrobić...Co ja teraz z tyloma psami zrobię...
Shannon: Już wiem bracie..trzeba będzie wybudować dla Judasa i jego rodziny ogromniastą chatę...
Jared: Hahhaha...Ty ją wybudujesz chyba...żartujesz...Wszyscy będą mieszkać z nami w domu, nie ma mowy o oddzielnym lokum dla moich maleństw.
Shannon: Jared, spójrz dookoła, nie było nas tu przez kilka miesięcy a tu tak się pozmieniało...
Jared: Shann, brałeś coś? Co tu miało sie niby zmienić?? Przecież wszystko jest po staremu...
Shannon: Aleś Ty nie spostrzegawczy...Zobacz...Pluton się zbliżył...Tak to jest Pluton a nie Jowisz...Nie widzisz?
Jared: Pogrzało Cię..jak mógł się zbliżyć? Chyba że nastała jakaś ewolucja i Jowisz zamienił miejsca z Plutonem..ale to jest przecież niemożliwe...
Shannon: Jared...to jest możliwe...Po naszym kawałku R-Evolve tak mogło się stać...nie pamiętasz jak napisałeś ten tekst? Zawsze jak coś tworzyłeś tu u nas w chacie na Marsie, coś się zmieniało...Masz siłę stary..sprawiłeś że R-Evolve pozamieniał planety...
Jared: Rzeczywiście stary, teraz już sobie przypomniałem...Cholera...jeśli jest tak jak mówisz...to..
Shannon: ...to Nasi fani...to...wszystkie Echelony są Naszymi sąsiadami...
Jared: aaaaaa....no przecież....o ja cie....zaraz się poryczę ze szczęścia...Mamy teraz blisko do Naszej rodziny...O mój Boże...o jaaaa....ale się cieszę a ty Shannon...Cieszysz się?
Shannon: No baa, jasne że się cieszę..Widzisz? Jednak miałem rację z tą ewolucją..Zmieniasz wszechświat geniuszu...brak mi słów...jesteś niesamowity, dzięki Tobie jesteśmy bliżej niż dalej..możemy zmieniać wszechświat, to wszystko jest Nasze...
Jared: Dobra już przestań, musimy wracać na Ziemię...Mamy jeszcze misję do spełnienia w Polsce...W końcu ich rząd poszedł po rozum do głowy albo zmienili im Prezydenta..sam nie wiem...
Shannon: No tak, a pamiętasz jak Echelonki z Polski Nas błagały o przyjazd do nich? Pamiętasz?
Jared: No jasne że pamiętam, jak mógłbym zapomnieć – Takie zajebiste Siostry częstowały Nas i Tomo gorącą czekoladą..hahhha...a dla Tomo zabrakło i wypił połowę kubeczka..ahahhaha
Shannon: Ach, jakie to były piękne chwile...Tak sie cieszę że w końcu zawitamy w Polsce...Ciekawe jak tam jest
Jared: No ciekawe...Na pewno będzie czadowo, tak jak zawsze z resztą:) Damy im wiele wrażeń, musimy dać z siebie wszystko – Oni na nas liczą
Shannon: Dobra stary, my tu gadu gadu a Ziemia czeka...Lecimy do Polski..
Jared: O tak, czekaj, tylko pożegnam się z moimi maleństwami i Judasem....Pa pa moje Skarbki...:)
Shannon: Jak tylko skończymy rozdawać autografy w tej Polsce to musimy koniecznie odnaleźć te dziewczyny z czekoladą...tak mi się jedna spodobała że masakra...
Jared: A wiesz co, mi się wszystkie spodobały...mam pomysł..zaprośmy je do siebie na Marsa po koncercie?
Shannon: OO to jest myśl Jared, wiesz...Ty zawsze masz dobre pomysły, i ten z lotem na Naszą ojczyznę zwaną Marsem też nie był zły, przepraszam Cię że tak się z Tobą droczyłem...
Jared: OOO teraz Ty stajesz się sentymentalny, co za odmiana...a dlaczego zmieniłeś zdanie?
Shannon: A bo odkryłem że Pluton jest tak bliziutko – a na nim Nasze Echelonki...hehhe...
Jared: OOO wiem o czym teraz myślisz...Będziesz się wykradał nocami na Plutona..tak jak robiłeś to kiedy Naszym sąsiadem był Jowisz..a no właśnie..co tam było na tym Jowiszu ciekawego, co?
Shannon: No jak to co? Pole golfowe...tam mogłem się wyszaleć innego rodzaju kijem...
Jared: Tak??? I nic mi o tym polu nie mówiłeś...ale braciszek z Ciebie...
Shannon: Dobra, dobra..nie zmieniaj tematu..lecimy do Polski...już na Nas czekają, chyba nie każesz czekoladzie stygnąć co?
Jared: Aaaaa...lecimy lecimy.,.,.
I tak chłopaki zakończyli rozmowę na Marsie...tym razem rozmarzeni lecieli do Polski w równe 20 sekund...tak im się śpieszyło na myśl o nieznajomych Polkach z termosem pełnym gorącej czekolady że nie zauważyli jak szybko zasuwają.

Napiszcie, co o tym myślicie...jeśli chcecie, mogę zamieszczać tego więcej...Napisanych mam w sumie 4 Chaptery...To już od was zależy czy się pojawią czy jednak nie :)....Jako pisarka jestem cienka, wybaczcie za przynudzanie - ale to tylko próba :)

Pozdrawiam

Provehito In Altum